Jak można się domyślić, w kolebce graffiti, w Stanach Zjednoczonych, władze miejskie mają największe kłopoty zarówno z writerami, jak i efektami ich pracy. W nowojorskim metrze problem stał się na tyle poważny, że walka z użytkownikami sprayów przeniosła się... do Internetu. Autorzy oficjalnej strony WWW Nowego Jorku otrzymali zakaz umieszczania odnośników do serwerów, na których pojawiają się zdjęcia graffiti.

Narastające napięcia powodują powstawanie specjalnych serwerów, w całości poświęconych zwalczaniu graffiti. Według autora jednego z nich, jeśli pozostawimy ten problem bez kontroli, wkrótce stanie się niezwykle trudny do opanowania. "W pierwszym roku, aby pozbyć się śladów pozostawionych przez writerów, wystarczy 250 USD, dwa lata później trzeba wydać na to już 8500 USD. Im dłużej miasto zastanawia się nad wprowadzeniem odpowiedniego programu zwalczania graffiti, tym więcej będzie je to kosztowało" - twierdzą autorzy stron Graffiti Management. W swych serwisach podają 10 zasad postępowania z graffiti, a nawet codziennie publikują "porady dnia". Pierwszą poradą, na jaką trafiłem, było hasło "Poznaj swojego lokalnego wroga, jego zwyczaje i środowisko", drugie - "Pozbywaj się graffiti codziennie"- przypomina stare komunistyczne hasła.

Niektórzy zajadli przeciwnicy posuwają się jeszcze dalej. Na filadelfijskim serwerze http://www.phillynews.com/packages/graffiti/index.html apeluje się o wprowadzenie kontroli sprzedaży farb w sprayu, podobnie jak ma to miejsce w przypadku dystrybucji broni na terenie Stanów Zjednoczonych.